Fajczarze z PC Wrocław kolejny raz udowodnili, że potrafią przygotować wiele atrakcji w czasie pobytu w grodzie nad Odrą. Tak było i tym razem – na obchodach 40-lecia ich klubu.

Choć wiadomo było, że uroczystości urodzinowe odbędą się w starej zajezdni wrocławskich tramwajów konnych, to punktem zbornym – tradycyjnie – stał się Domek Miedziorytnika, usytuowany tuż przy wrocławskim rynku. Tutaj w pocie czoła wrocławscy fajczarze uwijali się by potwierdzić rejestracje, wyjaśnić wszystkie wątpliwości, obdarować odwiedzających ich gości fajnymi prezentami. Tutaj też, na parterze, w domkowej mini-galerii, można było podziwiać wspaniałe okazy fajek sepiolitowych (z pianki morskiej) z kolekcji Marka Stanielewicza. Wystawie towarzyszył znakomicie (jak zawsze) wydany katalog, w którym mnóstwo informacji i zdjęć. W nim też znakomity artykuł poświęcony „Bogini z morskiej piany” (to tytuł wystawy) „jalensa”, autora znanego z www.fajka.net.pl oraz zdjęcie obecnych członków klubu i nazwiska wszystkich, którzy byli jego członkami na przestrzeni 40 lat. Katalog-album znowu jest na bardzo wysokim poziomie edytorskim, w czym oczywiście zasługa Marka Stanielewicza. Tak na marginesie – Marku, kolejny raz gratulujemy kunsztu!

Wystawę oficjalnie otworzył prezydent PC Wrocław Tomasz Chołuj, przedstawiciel samorządu Wrocławia oraz jej autor – Marek Stanielewicz. Zanim do tego doszło i zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie, trwały powitania, ściskania, wykrzykiwania. Także oglądania eksponatów, z których jeden ma szczególna postać.

Otóż w kunsztowny rzeźbiarski rysunek jednej z fajek, w niewielkim oczku, fajkarz umieścił obrazek. Widać go pod światło gołym okiem. Próbowaliśmy go uchwycić naszym aparatem, ale… bez większego powodzenia. Ten szczegół jest kolejnym potwierdzeniem tego, że dla fajkarzy nie ma rzeczy niemożliwych.

Gdy już nacieszyliśmy się piekielnymi fajkami, pierwszymi towarzyskimi kontaktami, gospodarze zaprosili wszystkich chętnych na niezwykłe zwiedzanie Wrocławia. Spod Domku Miedziorytnika przeszliśmy – a jakże, z fajkami w ustach – przez Rynek Główny na Plac Teatralny. Tu, na przystanku, czekał na nas dwu-wagonowy skład tramwaju z… 1949 roku. Obsługiwali go członkowie stowarzyszenia miłośników transportu miejskiego, którzy od lat ratują przed unicestwieniem zabytki komunikacji zbiorowej miasta. W towarzystwie małżeństwa znakomitych przewodników przez półtorej godziny oglądaliśmy miasto z pokładów wagoników. To była naprawdę wspaniała lekcja historii, choć trochę przeszkadzał w niej zgrzyt dawno nie grafitowanych wrocławskich torów (grafit stanowi naturalny smar torowisk i zmniejsza tarcie kół o tory, by obniżyć hałas pojazdów, szczególnie na zakrętach).

Ostatecznie upojeni obrazkami, w tym widokiem „ojca krasnali”, wylądowaliśmy na przystanku nieopodal starej zajezdni tramwajowej. Tu rozpoczęły się uroczystości, które na pewno przeszły do historii miasta i fajczarskiego światka. Ale to już rzecz na inne opowiadanie…




























































































