Tak sobie ciut powędrowaliśmy w ramach tegorocznego urlopowania. Oczywiście podróżując szukaliśmy obrazków z naszym ulubionym przedmiotem – fajką.
Najpierw na naszej drodze pojawił się Nałeczów, w którym spędziliśmy przemiłe chwile z wieloma fotografami z całej Polski. A że byliśmy już tak daleko na wschodzie naszego kraju postanowiliśmy zrobić wypad do Wojsławic. To taka przesympatyczna wieś, niezbyt daleko od Hrubieszowa (w którym Darek Kutera ma niezłą kolekcję walatówek), w której do życia pisarz Andrzej Pilipiuk powołał Jakuba Wędrowycza i jego przyjaciela Semena Korczaszko. Pojechaliśmy tam by na własne oczy zobaczyć miejsca opisane przez Andrzeja Pilipiuka.

Same Wojsławice to kilka interesujących punktów. Nas jednak najbardziej ciekawiło Muzeum Jakuba Wędrowycza z jego pomnikiem. Nie znaleźliśmy go w centrum wsi lecz na obrzeżach. Muzeum bowiem znajduje się tuż przed wjazdem do Wojsławic, od strony Lublina. Jest to nadal plac budowy, na którym powstaje prawdziwe muzeum fikcyjnego bohatera, do którego (takie wrażenie odnieśliśmy) niezbyt chętnie przyznaje się wieś i gmina, a który znany jest w całej Polsce, co widać na tłumach uczestników Wędrowyczowych zlotów. Trafiliśmy na przeuroczego cicerone – Pana Antoniego – który oprowadził nas po miejscówce, opowiadając barwnie nie tylko o Wędrowyczu, pisarzu i muzeum, ale także o przepięknej okolicy. Na podniszczonych przez aurę planszach znaleźliśmy też dowód na to, że w Wojsławicach fajki palono. Glinianki znaleziono podczas wykopalisk archeologicznych. Mieliśmy szczęście zobaczyć oryginalny szyld słynnej knajpy, w której bardzo często „rezydował” Jakub Wędrowycz, uratowany w ostatniej chwili w czasie rozbiórki przybytku, przez pasjonatów postaci. Knajpę rozebrano bo… potrzebny był parking przy urzędzie… Oczywiście w podróżniczym amoku pomyliliśmy Nowy Majdan ze Starym. Ten drugi to właściwe miejsce „Wędrowyczego raju”. Ale… co się odwlecze…

Parę dni później trafiliśmy do Krynicy Morskiej, na Mierzei Wiślanej, wprost w objęcia Cioci Gosi. Razem z bliskimi prowadzi pensjonat Willa Warta, pod znamienitym adresem: Teleexpressu 17! Spacerując po miasteczku szukaliśmy naszych ulubionych fajek. No i trafiliśmy na nie przy jednej z restauracji oraz na palącego fajkę dzika-bosmana w miejscowej marinie (dziki to taki nieoficjalny herb Krynicy Morskiej, w której zwierzęta te czują się jak u siebie w domu, co jakiś czas pokazując się „rodzinnie” turystom w czasie pieszych wędrówek na przykład na plażę).


















