Szwejk na stałe – za sprawą swego „ojca” Jarosława Haszka – związany jest z fajką. Jego ławeczki stoją m.in. w Przemyślu i Sanoku.

O ile nie ma wątpliwości, że w Sanoku Dobry Wojak był, przynajmniej na kartach książki, o tyle z Przemyślem różnie… Ale mało to ważne. Warto bowiem wybrać się tym niezbyt długim szwejkowym szlakiem. Z przemyskiego rynku do Sanoka, do muzeum w zamku, droga wiedzie piękna, z widokami, że aż… W Sanoku oczywiście muzeum z ikonami, malarstwem współczesnym, którego twórcy nie stronili od fajek. Przede wszystkim z wystawą twórczości Zdzisława Beksińskiego, odtworzoną jego pracownią i innymi niezwykle interesującymi elementami (włącznie z jego autem, stojącym pod wiatą na zamkowym dziedzińcu). Z panem Beksińskim można się sfotografować na rynku, przy centrum informacyjnym. Szwejk siedzi zaś sobie na ławeczce na głównym deptaku. A że z Sanoka nad Solinę niezbyt daleko – warto pojechać.

Przez Komańczę, z której w roku bodaj 1972, z dzisiejszym dr. Jackiem ruszyliśmy w Bieszczady pieszo, do Ustrzyk Górnych. Co to była za przygoda! Szczególnie w Dolinie Rabego, u gościnnych smolarzy… A skoro Komańcza to obowiązkowa wizyta w klasztorze sióstr nazaretanek, w którym Prymas Tysiąclecia był więziony w latach 1955-56. Niestety, w poniedziałki muzeum urządzone w tym obiekcie jest nieczynne… Ale po drodze – w Myczkowcach – trafiliśmy na dość oryginalne miejsce. Otóż przy skrzyżowaniu, którego ulica na południowy zachód wiedzie do kościoła pw. Matki Boskiej Częstochowskiej, na samym rogu, stoi dom. Dom jak dom, nawet niezbyt ładny przez biały siding, którym zakryto jego mury. I na tym plastiku taki oto baner: „W tym domu bywał Wojak Szwejk”. Poszukaliśmy tu i ówdzie, ale nic na ten temat nie znaleźliśmy. Może to tylko chwyt marketingowy… A w Solinie – jak w Solinie, parking za prawie dniówkę i sporo atrakcji. Przejażdżka kolejką wspaniała, widok z wieży również. Zresztą można to już było zobaczyć na rolce Eli Wilczkowiak, którą pokazujemy na naszych łamach. Na koniec „serce Bieszczad”, na zachodnim brzegu Jeziora Myczkowskiego.

Droga powrotna równie piękna, z mnóstwem doznań. Warto było.