Do Sanoka zawsze – jak sięgamy pamięcią – pojechać chcieliśmy. Raz nawet byliśmy blisko. Ale wreszcie wyjazd na tegoroczne przemyskie świętowanie sprawił, że okazja pojawiła się sama.

Sanok warto odwiedzić z bardzo wielu powodów. Od kulturalnych i kulturowych, przez gastronomiczne po historyczne i fajkowe.

Bo w zamkowym muzeum nieprzebrane pokłady wrażeń. I Beksiński, ale też Picassa i Kandynskiego mają, o innych sławnych twórcach nie wspominając. A ci od malowania fajki nie stronili. Tak samo jak i archeolodzy, którzy dokopali się do wielu okazów fajkowego obyczaju w tych rejonach.

No i te ikony! Uratowane przed kradzieżą, płomieniami, dewastacją w każdej postaci. Dziś są perłą, którą należy zobaczyć z bliska, podziwiając niesamowity kunszt tych, którzy owe ikony napisali.

Była też niesamowita przygoda Małgosi. Przed laty jej dzieci przysłały z Sanoka widokówkę z jednym z obrazów Zdzisława Beksińskiego. W sobotnie przedpołudnie mogła stanąć przed oryginałem…

Iście fajczarską potrzebą odwiedzenia Sanoka jest zaś niejaki Józef Szwejk. Jak chciał pan Hasek jego bohater odwiedził był to zacne miasto. Pamiętający o tej wizycie sanotczanie nadali jej współczesny kształt. Siedzi bowiem Dobry Wojak na ławeczce, ustawionej przy ulicy 3 Maja, na szlaku turystycznym „Śladami dobrego wojaka Szwejka”. Zastaliśmy go pełnego optymizmu, z nieodłącznymi uśmiechem i fajką, mimo deszczu. Siedzi wojak obok sklepu, który zapewnia mu stała zmianę bielizny. Skarpet też ma pod dostatkiem.

Tylko… Nie ma mu kto tytoniu do fajki zapodać…

Bardziej obszerny opis Szwejkowej ławeczki i otoczenia polecamy na Wikipedii TUTAJ.

Musisz mieć co najmniej 18 lat, żeby wejść na tę stronę

Potwierdź swój wiek

- -