W mijającym roku dane nam było odwiedzić Ziemię Święta. kilka dni, ale za to jakich! Wrażeń, wspomnień, a przede wszystkim przeżyć tyle, że nie sposób opowiedzieć od razu. tym bardziej, że mieliśmy przewodnika, który był prawdziwym PRZEWODNIKIEM – ks. bp. Grzegorza Rysia z Krakowa. Jemu więc zawdzięczamy i to, że mogliśmy sprawdzić, czy w Ziemi Świętej fajki palą? Ano palą i to jak!

 

Początkowo na ulicach odwiedzanych miast i miasteczek widywaliśmy pojedynczych fajczarzy. W zdecydowanej większości byli to turyści bądź europejscy pielgrzymi. Już w Nazarecie w hotelu spotkaliśmy Włocha, który dostojnie raczył się rasowymi skrętami z fajkowego tytoniu. Później było ciut gorzej, ale pojedyncze szisze widywaliśmy za oknami restauracyjek i kafejek.Dopiero jednak w Cezarei Filipowej (dzisiejsze Banias), do której dociera się drogą między polami minowymi, w miejscu, w którym Jezus sprawił, że Szymon stał się Piotrem („(…) Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą (…)” Mateusza 16:18) obok doznań duchowych związanych zarówno z faktem, że stąd wypływa Jordan, tu chodził Zbawiciel, a także tu ma swój początek ponad 2000-letni współczesny Kościół przydarzyło się nam przeżyć i coś bardziej przyziemnego.

Otóż po ochłonięciu z emocji towarzyszących pobytowi w Banias (Cezarei Filipowej) udaliśmy się na obiad do niedużej restauracji, pod podłoga której niemal przepływał Jordan. Wiadomo było, że jedzenie będzie bardzo smaczne. Restaurację od lat prowadzi rodzina Libańczyków. Ale zanim usiadłem za stołem natknąłem się na środku restauracyjnej sali na stół z fotelem „bossa”. Między nimi stała… szisza. Jeszcze gorąca. Rychło okazało się, że to właśnie Samir, właściciel tej restauracji, jest wielbicielem fajki wodnej. Bo obok, niemal w zasięgu ręki, na niemal całej ścianie znajdowała się pokaźna kolekcja takich fajek oraz sprzętów użytecznych do jej palenia: flakony, szczypce, ornamentowane paleniska. Dogadaliśmy się na tyle, że dowiedziałem się, że fajka wodna w jego rodzinie gości od lat, a niektóre egzemplarze mają nawet i 100 lat.

Samir pozwolił na zrobienie zdjęć swojej kolekcji. Uprosiłem go także by pozwolił na fotę, na której siedzi ze swoją fajką. Rozstaliśmy się w pokoju życząc sobie wszystkiego najlepszego. Choć zauważyłem, że właściciel kolekcji był nadal zdziwiony, że jakiś Europejczyk był bardziej zainteresowany fajkami niż serwowanym przez niego jedzeniem. Naprawdę bardzo dobrym.Kolejne spotkanie z fajką nastąpiło w najstarszym mieście świata, liczącym 10 tys. lat Jerychu. Tu na podwórcu kompleksu kościoła pw. Dobrego Pasterza, prowadzonego przez franciszkanów z Kustodii Ziemi Świętej, położonego na przeciw wielkiego, bardzo okazałego meczetu, spotkałem… zakonnika palącego fajkę. Brat w podniszczonym brązowym habicie zamiatał dziedziniec, niezbyt zajmując się tym co wokół. W oszołomieniu najpierw zrobiłem mu fotę, by później przeprosić i poprosić o zgodę na to. Początkowo nie był zadowolony z tego faktu. Ale gdy zacząłem tłumaczyć, że Polska, że fajczarz, że Kalumet, brat się rozchmurzył i powiedział „Tak”. Zapytałem o jego imię. – A po co ci moje imię, przecież mnie widzisz i rozmawiasz ze mną… Ustaliłem jeszcze tyle, że zakonnik pochodzi z Francji i jest w Jerychu od kilku lat. Miałem nadzieję na pogawędkę po wyjściu ze świątyni, ale brat zniknął z podwórca – zapewne udał się w inne miejsca wypełniając codzienne obowiązki.

Później, już w Jerozolimie, fajki widoczne były tylko w kramach. Choćby stojących wzdłuż Drogi Krzyżowej. Ale – czy to były fajki?

W każdym razie oba spotkania zapadły mi głęboko w pamięć. Bo Ziemia Święta to ziemia ludzi, którzy również miłują piękny przedmiot wykonany człowieczą ręką…

I tę myśl zaniosłem w miejsce jedyne z jedynych – do Groty Narodzenia Jezusa w Betlejem.

{gallery}galeria/Cezareja{/gallery}

Musisz mieć co najmniej 18 lat, żeby wejść na tę stronę

Potwierdź swój wiek

- -