W czwartek (22 maja) Bliscy, Przyjaciele, znajomi oraz fajczarze z całej Polski towarzyszyli w ostatniej ziemskiej drodze Ryszardowi Konarskiemu, współtwórcy i długoletniemu Prezydentowi Maritime Pipe Club Szczecin.

Urna z prochami Ryszarda, ozdobiona fajką, spoczęła na największej w Polsce nekropolii, pośród 300 tys. tych, którzy odeszli przed Nim – szczecińskim cmentarzu „Ku Słońcu”.

W imieniu fajczarzy pożegnał Ryszarda Jacek Schmidt, prezydent RPKF, który powiedział:

– Dymek z ulubionej fajki zawsze przywołuje refleksje, wspomnienia i… przyjaźń. Jego smugi układają się w obrazy tych, których spotkaliśmy, którzy szczęśliwie stanęli na naszej życiowej drodze. Byli i są znajomymi, kolegami. Przyjaciółmi wreszcie. Tak było z Ryszardem Konarskim, naszym Rysiem. Pojawił się w życiorysach nas – fajczarzy – jako człowiek obdarzony niezwykła cechą: od razu chciało się być Jego przyjacielem, serdecznym kolegą. Bo on od początku tych znajomości, bezkrytycznie, ofiarował to samo. Był szczery we wszystkim: w miłości do fajek i fajczarzy, uwielbieniu dla fajkarzy, atmosfery towarzyszącej każdemu spotkaniu, każdej okazji do tego, by wspólnie – nawet w milczeniu – patrzeć jak niebieskawy obłok snuje się do… nieba. Gdy jednak zaczynał mówić – milkło całe otoczenie. Nie rzucał słów na wiatr, nie obiecywał. Był konkretny i radosny. Potrafił się cieszyć drugim człowiekiem i doświadczyliśmy tego wiele, wiele razy. Zawsze uważał, że mężczyzna z fajką ma jakąś ukrytą, nieodgadnioną, większą wartość niż pozostali. Nie, nie był to wynik wywyższania się czy chęci pokazania się jako „ten wyjątkowy”. Taki po prostu był Ryszard. Uwielbiał kolekcjonerską pasję i jej najróżniejsze elementy: od fajek, przez towarzyszące im przybory, po klubowe znaczki i… rasowy, dżentelmeński, wygląd. Był przykładem klasycznych obrazów fajczarza, bo pochodził z „klasycznych” czasów naszej, polskiej, fajki. Nigdy nie narzekał, nigdy nie obruszał się na innych za ich stosunek do wspólnych nam spraw. Chętnie sugerował, bo trudno inaczej nazwać delikatne stwierdzenia dotyczące fajek i postaw ludzi. To nie były rady. Te jego słowa jakoś tak, same, układały się w naszej pamięci jako ważne, przejrzyste i… bardzo miłe. Lubił chwalić każdego z nas. Lubił też nieśmiało pokazywać swoje zdobycze. Lubił dawać siebie innym, czego przejawem było choćby to, że przed laty założył jeden z najstarszych w Polsce klubów fajki, który na stałe zapisał się w historii naszego środowiska – Maritime Pipe Club Szczecin. Przez lata był jego prezydentem, a słynna „Magnolia” na zawsze stała się naszym wspólnym dobrem.

Gdy w ostatnich latach coraz trudniej było mu się z nami kontaktować, ze wszystkich sił starał się razem z nami być obecnym w naszym życiu. Spotkania z nim – dziś nie do zapomnienia – zawsze były wspaniałą, bardzo sympatyczną i radosną przygodą.

Panie Prezydencie, dziś stoimy obok Ciebie w roli, o którą nigdy nie prosiliśmy, a którą życie ma wpisaną na stałe. Że jesteśmy smutni i rozżaleni? Że nadal nie chcemy uwierzyć w to, że odszedłeś od nas do „Niebieskiej Fajczarni”? Tak, to prawda. To bolesna prawda. Ale pociesza nas myśl, że jesteś tam, w największym klubie fajczarskim w ludzkim pojęć wymiarze i będziesz czuwał nad nami. Że od czasu do czasu wyjrzysz i uśmiechniesz się do nas tym Twoim serdecznym uśmiechem. Że Twoja szczerość i przyjaźń dla nas trwać będzie nadal.

Ryszardzie, Panie Prezydencie, czasem mówiłeś „Ludzie odchodzą…”. Nigdy nie myśleliśmy, że mówisz też o sobie…

Żegnaj Przyjacielu, żegnaj Panie Prezydencie…

Spełniając prośbę fajczarzy uczestniczących w ceremonii serdeczne słowa podziękowania za serdeczność, gościnność i przyjaźń – takie bardzo, bardzo Rysiowe – kierujemy do Jego Córki…

Zdjęcia – Julian Drabent/KKF