Fajczarze z Konińskiego Klubu Fajki (jak członkowie większości naszych klubów fajczarskich) regularnie spotykają się we własnym gronie, by nacieszyć się sobą, porozmawiać, wspólnie wypalić fajkę. Miewają też gości. Tak też było na klubowym spotkanie KKF, w gościnnych progach „Domu Pomiędzy”, w środowy wieczór (4 czerwca). Ich gościem był… król, Pan Józef Jagiełło.

Pan Józef to znana postać w Koninie. Były górnik, szeroko znany nie tylko konińskim żeglarzom. Na spotkanie fajczarzy z KKF przyszedł, bo… miał kolekcjonerski problem. Zabrał ze sobą bowiem fajkę, dwa metalowe pudełka cygar (choć bardziej chyba poprawnie – cygaretek) oraz ubijacz tytoniowy do papierosów robionych ręcznie w gilzach i nierozpakowaną „100” papierosów „PEER”, starszym fajczarzom znanych z „Pewexowskich”: zakupów (zdaje się, że 80 centów za paczkę).

Najbardziej interesowała go potencjalna wartość fajki. Okazała się nią tzw. tyrolka, fajka charakterystyczna dla mieszkańców górzystych rejonów Niemiec, Austrii, choć lubiana także przez innych fajczarzy, znajdująca się – jako element składowy – wielu kolekcji. Wykonana z wrzośca, z posrebrzanym kapturkiem oraz blaszanym odstojnikiem. Zaś cygaretki to „białe” i „brązowe” MENOR-y z Sumatry (Indonezja).

Szybko rozpoczął się dialog fajczarzy ze znakomitym gościem, który w posiadanie owych przedmiotów wszedł w latach swojej młodości. Wyczerpujących objaśnień padło wiele. Pan Józef zaś orzekł, że jest bardzo usatysfakcjonowany, i że chce je przekazać klubowi. By pragnieniu Józefa Jagiełły stało się zadość konińscy fajczarze rzucili się do licytacji, zdumiewając tym odruchem swojego gościa. Ostatecznie (przecież nie mogło być inaczej :-)) wygrał ją prezydenta KKF Julian Drabent. Ale trafił na godnego partnera, które nie chciał słyszeć o zapłacie. Ostatecznie – po kolejnych dialogach – uznał jej połowę. Uradowany przyjęciem nie wykluczył kolejnych odwiedzin, a Julian ma ogromną satysfakcję z powiększenia własnej kolekcji.