Spotkania fajczarskie maja to do siebie, że zawsze uczestniczy w nich przynajmniej jeden fajkarz. Nie inaczej było we Wrocławiu – było ich kilku.
Ci, którym zbyt mało emocji przyniosło obejrzenie wystawy fajek z pianki morskiej z kolekcji Marka Stanielewicz – „Bogini z morskiej piany”, mieli okazje doładować je w starej zajezdni tramwajów konnych. Tu, w pracowni organmistrza Andrzeja Kriese, na stołach montażowych i w każdym możliwym miejscu swoje wytwory zaprezentowali mistrzowie i… mistrzowie. Naszą uwagę przykuła najpierw fajka zaprezentowana przez Włodka Starzonka z Szamotuł. Ma 21 lat i przypomina niezwykłe wydarzenie – wstąpienie Polski do Unii Europejskiej, gdy w tym mieście odbył się unijny turniej fajczarski. A wyszła z pracowni Mr. Bróg.

Pod dachem zachwyciły nas okazy poznaniaka Michała Pawlaka. Widać wyraźnie jak ogromny postęp jest udziałem tego młodego fajkarza. Jego dzieła są naprawdę coraz lepsze, piękniejsze. Ostatnio Michał często sięga po drewno oliwek. Znalazł już dostawcę oferującego grubszy materiał, dzięki czemu będzie mógł tworzyć większe fajki. Henryk i Mateusz Worobcowie również zaprezentowali wiele wspaniałych okazów. Tuz obok nich „przycupnął” gdański trafikant, prezydent Gdańskiego Klubu Fajki „Tabak” Piotr Jakubowski, prezentując znakomite okazy tabakierek. Po sąsiedzko można też było odwiedzić cygarowe stoisko Najsztuba Jr. Z drugiej zaś strony królowały fajki z kolekcji Marka Stanielewicz, oferowane po bardzo przystępnych cenach. Podobnie jak te, pochodzące z Ukrainy, na dwóch stoiskach.

Całość dopełniała oferta mistrza Zbyszka Bednarczyka. Tu różnorodność form i kształtów nie zaskakiwała, bo większość z fajczarzy jest przyzwyczajone do tego od dawna. Wybór znowu przeogromny. Nam bardzo spodobały się podstawki pod fajki. Jak przyznał Zbyszek wymyślił je w dość naturalny sposób. – Kupiłem stare pianino, którego nikt nie chciał wyremontować. A że bardzo przywiązuję się do pewnych rzeczy, szczególnie tych z drewna, pomyślałem, że można je jakoś wykorzystać. Stąd fragmenty klawiatury jako podstawki – powiedział mistrz Bednarczyk.

Wielu uczestników wrocławskiego spotkania wróciło do domu także z prezentami. Jak na przykład Tomek Chołuj czy Marek Chmielowski. My zaś – tradycyjnie – napatrzyliśmy się ile wlezie. Ale… wcale nam się nie odechciało…







































